Co robimy

Drukowana Wikipedia

Drukowana Wikipedia

Wyczytałem przed godziną na ReadWriteWeb, że dom wydawniczy Bertelsmann wydrukował Wikipedię. Oczywiście nie całą. Za niespełna 20 Euro można sobie kupić blisko 1000 stron, a na nich około 20 tysięcy najpopularniejszych artykułów z niemieckiej Wikipedii w wersji okrojonej przez redaktorów.

Pierwsze podstawowe pytanie postawił autor newsowej notki, Frederic Lardinois: Po co? Musiał się za tym kryć jakiś zamysł, ale ja też nie wiem, jaki. Korzystam z Wikipedii prawie co dzień, ale do głowy by mi nie przyszło kupować jej. Może chodzi o to, że jak ktoś sobie postawi taką książkę na półce to będzie to odebrane jako nowoczesne i trendy?  Taki pomysł każdemu regularnemu internaucie musi się wydać niesłychanie zabawny. Jeden z komentatorów na RWW zasugerował, że to dla osób, kótre nie lubią brać laptopa do toalety.

Mnie zastanowiło jeszcze coś innego: jak z wiarygodnością takiego wydawnictwa? Nie tak dawno poruszałem tu temat rzetelności Internetu i wątpliwości, jakie ona budzi. Poniekąd jest to zrozumiałe: proces selekcji materiałów do druku jest zazwyczaj znacznie bardziej skomplikowany niż publikacja w Sieci. Jest to dłuższe, kosztowniejsze i bardziej skomplikowane technicznie. Z większym prawdopodobieństwem trafi więc do Internetu „byle co”. Jeśli jednak ktoś wierzy – a wiele jest takich osób – że prawie wszystko w Sieci jest „byle czym”, to jak potraktuje drukowaną wersję Wikipedii?

Czy będzie to dla niego bardziej książka, czy bardziej Wikipedia?

A może wybierze złoty środek – to, co wydrukowano widocznie jest OK, bo zostało sprawdzone, ale reszta… Tu jednak chciałbym przypomnieć, że do książki trafiło, a więc zostało „pozytywnie zweryfikowanych”, aż 20 tysięcy haseł.

In a related story„, jak mówią amerykańscy spikerzy wiadomości telewizyjnych, Jeremiah Owyang cytuje badania, które pokazują, że ludzie nie ufają bloggerom. Specyficznego smaczku dodaje temu fakt, że Jeremiah jest w swojej dziedzinie (wykorzystywanie Sieci 2.0 w biznesie) osobistością znaną i wpływową, a sam nius opublikował na swoim blogu. Ciekawą i rozsądną krytykę tych badań przedstawia z kolei Joshua Porter.

Tym, co w moich oczach łączy te dwie historie jest ambiwalencja w podejściu do informacji w Internecie. Z jednej strony ludzie deklarują, że mu nie ufają, a z drugiej na co dzień z niego korzystają. Widać też, jak bardzo powierzchniowa i bezrefleksyjna jest nieraz krytyka Sieci. Omawiane przez Owyanga badania pokazują np., że ludzie znacznie bardziej ufają materiałom promocyjnym producenta niż opiniom niezależnych blogerów (sic!). Porter sugeruje, że jest wyniki takie, bo pytanie źle zadane, bo przecież bloger blogerowi nierówny.

Podsumowując, w Internecie publikuje (wiki, blogi) mnóstwo ekspertów. To ludzie, którzy znają się na swojej robocie, więc może warto poszukać tych, którz zostaną dla nas autorytetami, zanim wrzuci się ich wszystkich do jednego kosza, a kosz spuści Wisłą do morza.

One thought on “Drukowana Wikipedia

  • Wrzesień 29, 2008 at 8:52 pm
    Permalink

    Temat wiarygodności informacji w Internecie jest tak stary jak sam Internet. Na klasyczne pytanie czy sieć jest medium informacji czy dezinformacji oczywiście nie ma prostej odpowiedzi. Dokładnie tak samo, jak nie ma alternatywy do używania Internetu jako źródła wiedzy. Drażnią mnie trochę stereotypy porównujące wszelkiego rodzaju serwisy typu społecznościowego do śmietnika. Poważnie jednak nie przejmuję się tym. Jestem przekonana, że przy wsparciu technologii pojawią się juz niedługo metody automatycznej weryfikacji faktów i wiedzy, wtedy kiedy będzie to możliwe i potrzebne, a kwestia wiarygodności Internetu będzie jedynie tematem „akademickich” dyskusji.

Dodaj komentarz