Co robimy

Nauczyciele i TIK – konferencja

Nauczyciele i TIK – konferencja

17 maja, z okazji Światowego Dnia Społeczeństwa Informacyjnego, w Warszawie odbyła się konferencja pt. Przygotowanie nauczycieli i nauczycieli akademickich do wykorzystania technik informacyjnych w procesie nauczania. Zorganizowało ją Polskie Towarzystwo Informatyczne pod potronatem ministerstw Edukacji Narodowej oraz Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Ta ostatnia informacja jest o tyle istotna, że oznacza, że wśród organizatorów i słuchaczy znalazło się wiele osób, od których zależy kształt edukacji w tym kraju. Decydenci i ważni doradcy. Z tego względu moje mieszane uczucia po konferencji są jeszcze bardziej mieszane.

Centrum e-Learningu pojechało tam w stosunkowo licznym gronie: prof.Jan Kusiak wygłosił wykład, Karolina Grodecka poprowadziła warsztaty, a ja miałem słuchać i raportować, co niniejszym czynię.

Zaczął prof.Jan Madey wykładem “Wpływ nowych technologii na proces nauczania.” Prezentacja rozczarowała mnie brakiem dostosowania do grupy odbiorców. Stanowiłaby ona niezłe wprowadzenie dla osób, które nie miały styczności z e-learningiem, ale nie sądzą by na sali siedział ktoś, kto nie wie, że historia zdalnego nauczania sięga jeszcze kursów korespondencyjnych albo że współczesne kształcenie powinno koncentrować się na uczniu, nie nauczycielu. Nie dowiedziałem się więc niczego nowego o tytułowym temacie. Pojawiła się jednak opinia, która daje mi do myślenia. Nie chciałbym wyciągać zbyt daleko idących wniosków z jednego zdania, którym była wygłoszona w pewnej chwili przez prof.Madeya rada, by w e-learningu starać się naśladować tradycyjne nauczanie, ale: Jeśli tak ma być, to na czym miałby polegać wpływ nowych technologii na kształcenie? Jeśli przesiądziemy się z tablic czarnych na multimedialne by zrobić to samo, co zawsze, to jest on właściwie minimalny. Na moje aktualne rozumowanie w bardzo ograniczonym (albo i żadnym) zakresie wpływa to, że piszę ten tekst w komputerze, a nie na kartce.

Wpisuje się w ten wątek stwierdzenie, wypowiedziane gdzieś mimochodem przez moderatorkę konferencji, że pod wpływem uwag PTI rząd zmodyfikował pomysł, by dawać pierwszakom laptopy. Teraz będą one stały w szkole. Zostało to przedstawione jako sukces. Domyślam się, że PTI walczyło o takie rozwiązanie nie z pustego sprzeciwu, ale ponieważ nie znam ich linii argumentacji, to przyznaję, że na tę chwilę umyka mi, dlaczego stacjonarne laptopy są sukcesem. Wiem jedynie, że laptop, którego używa się pod czujnym okiem nauczyciela, w trakcie lekcji, nie jest nową jakością w edukacji. (Już zupełnie zostawiam na boku inne przyczyny, dla których projekt “Laptop dla pierwszaka” jest dziurawy. Pisaliśmy o tym tu na blogu i linkowaliśmy do innych komentatorów.)

Główną część konferencji stanowiły wystąpienia dotyczące rozwoju zawodowego nauczycieli. Prof. Maciej Sysło przedstawił (projektowane) standardy przygotowania nauczycieli w zakresie TIK. Zakreślenie obszarów, w których ma się rozwijać nauczyciel sensowne, wymagania podobnie. Z chęcią jednak podyskutowałbym szerzej nad pytaniem, co właściwie oznacza standard w kontekście kompetencji miękkich, takich jak inspirowanie kreatywności ucznia czy uczenie go postawy obywatelskiej (to dwa z pięciu obszarów zakreślonych przez prof.Sysłę).

Zdzisław Nowakowski opowiedział o planowanym certyfikacie e-Nauczyciel. Wreszcie nasz Szef, prof.Kusiak, mówił o e-portfolio jako o metodzie i narzędziu, które może wspomagać taką certyfikację. Najistotniejsze tutaj wydało mi się zwrócenie uwagi przez p.Nowakowskiego na trzy poziomy stosowania TIK w kształceniu. Najniższy to posiadanie przez nauczyciela certyfikatu, że jakieś umiejętności nabył, bez wiedzy o tym, czy je stosuje (domyślnie: nie robi tego). Na drugim poziomie dane kompetencje są stosowane, na trzecim nauczyciel potrafi robić to dobrze – i udowodnić to.

Dało się to podejście swobodnie pożenić ze standardami Sysły z jednej strony, a e-portfolio z drugiej. Osiągnięcie wymagań stawianych przez standardy wymaga kompetencji znacznie wyższych niż techniczne i mentalne “kopiuj-wklej”, a e-portfolio świetnie się sprawdza jako sposób udowadniania, że dane kompetencje faktycznie się osiągnęło i stosuje. Na późniejszych krótkich warsztatach, które prowadziła Karolina Grodecka, spotkała się zresztą ta metoda ze sporym zainteresowaniem. Za wcześnie mówić, kto i jak z niej skorzysta, ale moje wrażenie było takie, że słuchacze uznali, że “warto się temu przyjrzeć”.

W przerwach między blokami prezentacji odbywały się panele dyskusyjne, które moim zdaniem nie wypaliły. Tu przyczyna tkwiła w kwestiach organizacyjnych. Za stołem siedli ciekawi mówcy ale było ich za dużo. Organizatorzy powinni byli jednak podjąć niewdzięczną decyzję, że nie wszystkich zapraszają, nawet jeśli ich cenią. 15-20 minut i 5 osób? Skończyło się na krótkim odpytaniu, braku dyskusji między uczestnikami. Zapamiętałem właściwie tylko jedną, bardzo cenną wypowiedź. Kiedy, w nawiązaniu do referatu prof.Madeya, padło pytanie, jak nowe technologie wpływają na kształcenie, prof.Krzysztof Diks wymienił dwie rzeczy: otwartość i komunikacja. Podejrzewam, że i inni uczestnicy panelu dostrzegają te elementy, ale to on ustawił je w centrum. To on zdefiniował Internet jako przestrzeń komunikacji, nie repozytorium (to ostatnie podejście zaproponował prof.Madey).

Wypowiedź prof.Diksa, przez pewną swoja odrębność, wyjaśnia, dlaczego napisałem, że mam po tej konferencji mieszane uczucia. Na pierwszym planie padło wiele ciekawych zdań. Usłyszeliśmy rzeczy, kw które sami wierzymy -np. w rozwój przez całe życie czy dyskusję jako ważną metodę kształcenia. Jednak w tle, co i rusz, pojawiały się opinie, które sugerują, że praktyczne rozwiązania mogą okazać się powtórką z istniejącego,  tyle że w Internecie.

Dodaj komentarz