ZAPISZ SIĘ do Newslettera

Facebook Linkedin English

Co z “learning objects”?

CeLiID

02.09.2008

Artykuł opublikowany 15 lat, 8 miesięcy i 24 dni temu.

“Learning object”  (LO) był jednym z pierwszych ważnych pojęć, jakie poznałem, kiedy 3 lata temu zacząłem się zajmować e-learningiem. Był to wówczas termin ze szczytu naszej CeL-owej listy przebojów. Był tak “gorący”, że, jeśli mnie pamięć nie myli, uważałem go za de facto element definicji e-learningu. “E-L to (m.in) takie nauczanie, w którym się wykorzystuje LO”. Zastanawialiśmy się sporo, jak to przetłumaczyć. Toczyliśmy dyskusje, czym te learning objects właściwie są. Co można określić tą nazwą? Nie potrafiliśmy odpowiedzieć.

Z kronikarskiego obowiązku, za Wikipedią, (w moim tłumaczeniu):

Learning object to zasób, zazwyczaj cyfrowy i umieszczony w Sieci, który można wielokrotnie wykorzystywać dla wspomagania procesu kształcenia.”

Przeczytałem i nadal nie wiem, co LO jest, a co już nie.

Stopniowo pojęcie znikało z naszych oczu i serc. Dla mnie osobiście było ono przykładem przesadnej technicyzacji  kształcenia, przykładem chęci uregulowania, skwantyfikowania i zalgorytmizowania procesu zbyt skomplikowanego, by miało to szanse powodzenia. Zanurzałem się, podobnie jak moi współpracownicy, w otwartą sieć.

Kilka dni temu trafiłem jednak na niniejszą prezentację Davida Wiley. Pokazał mi on, że LO niekoniecznie jest trupem, trzeba tylko mieć do niego nieco inne podejście. Niektóre z rzeczy, o których Wiley mówi, pokrywają się z moimi wcześniejszymi rozważaniami, co sprawia satysfakcję, bo głosi te tezy człowiek mądrzejszy i bardziej doświadczony ode mnie; ktoś kto kawał życia poświęcił tej tematyce. Warto wysłuchać całości, ale tu tylko kilka najciekawszych myśli:

  • W obszernej literaturze nt. LOs panuje niezły bałagan. Mnóstwo definicji, projektów, standardów, ale brak wspólnej wizji. Jedną z głównych przyczyn jest “inwazja inżynierów” na obszar LOs. Walczą oni o stworzenie mechanizmów (głównie wszelakich standardów typu SCORM), które uczynią świat czystym i porządnym. Budują coraz to nowe ontologie (w informatycznym znaczeniu tego słowa) i zastanawiają się, czemu inni ich nie przejmują. Problem w tym, że to, czego chcą, a to, co 99,9% użytkowników Sieci robi to różne sprawy. Na przykład: internautom niepotrzebne repozytoria – oni mają Google’a. Czynnikiem, który decyduje o porażce inżynierów jest to, że próbują walczyć z rozwiązaniami, które są prostsze. Muszą więc sobie odpowiedzieć na pytanie: jakie są szanse przekonania ogromnej większości ludzi, którzy funkcjonują inaczej.
  • Poważną przeszkodą dla efektywnego wykorzystania LOs sa też prawa autorskie. Wielokrotne wykorzytywanie tychże (przypominam: element definicji) wymaga ich zmian, adaptacji, kulturowej lokalizacji. To ostatnie jest dla Wileya szczególnie ważne. Nie mozemy zakładać, że raz stworzony LO będzie zawsze i wszędzie przydatny. Ale gdyby można na nim popracować… Jak to jednak zrobić,  gdy drogę blokuje znak ®?
  • Otwartość to jedyna przyszłość dla LOs. (“Openness is the only future for LOs”)
  • W współczesnym świecie praktyka edukacyjna i codzienność sie rozmijają. O tym, że podzielamy w CeLu ten pogląd pisaliśmy już na blogu. Wiley zwrócił tylko moją uwagę na fakt, że rozmijają się w kwestiach pedagogicznych, metodycznych, czy szerzej poznawczych. Jeśli chodzi o rozwiązania techniczne, to nie ma takiego problemu. W każdej szkole jest przecież pracownia komputerowa. Tylko jak używają tego sprzętu nauczyciele, a jak uczniowie?
Cookie1 Cookie2
Nasze serwisy wykorzystują ciasteczka (cookies). Korzystając z nich wyrażasz zgodę na używanie cookies zgodnie z aktualnymi ustawieniami Twojej przeglądarki stron WWW.
Czytaj więcej