Co robimy

Wykład czy show

Wykład czy show

Jestem w Lublinie. Za 2 godziny rozpoczyna się na tutejszej Politechnice konferencja „E-Learning Innovations„. Będę miał ją przyjemność rozpocząć wykładem o doświadczeniach CeL-u związanych z wykorzystaniem nowych mediów w pracy i kształceniu (po południu jeszcze warsztaty).

Rozmawiałem wczoraj z Tomkiem Wiśniewskim – młodym i rzutkim studentem, który, jak zrozumiałem, praktycznie sam tę konferencję zorganizował (czyżby rósł konkurent dla Mateusza Tułeckiego?). Zasugerował mi, żebym zrobił dziś show. Na pewno nie chodziło mu o to, bym śpiewał, tańczył, recytował, więc o co?

To wpierw prowadzi mnie do bardziej podstawowego pytania: po co jest taka forma nauczania, jak wykład? Musi być ważna, skoro właściwie opiera się o nią system kształcenia uniwersyteckiego. Czy jednak słusznie? Mam wątpliwości. Nie znaczy to w żadnym razie, że jestem jej wrogiem. Byłoby hipokryzją, gdybym tak powiedział mając wkrótce wyjść na katedrę. Mam jednak w tym momencie w głowie dwie kwestie.

Po pierwsze, jak mówiła Agnieszka Chrząszcz na InternetBeta, chcemy, by student był w Sieci aktywny. Czytanie tekstów ze strony aktywnością nie jest. To samo można powiedzieć o wykładzie. Pytania z sali są nieliczne, a robienie notatek w większości przypadków trudno uznać za sensowną aktywność. Ja sam byłem przedstawicielem dość licznej grupy słuchaczy, którzy toczyli mężny i zazwyczaj przegrany bój o jednoczesne wysłuchanie wykładowcy, zrozumienie go, wyciągnięcie wniosków i jeszcze zanotowanie wszystkiego, co istotne.

Po drugie, istnieją poważne wątpliwości co do skuteczności podawczych metod nauczania. W szczególności nic nie wskazuje, żeby atrakcyjny sposób prezentacji materiału ją zwiększał. Czyli nawet jeśli zrobię to show to nie ma żadnej gwarancji, że osiągnę swój cel dydaktyczny. Zresztą, pamiętam swoich profesorów, którzy akurat w trakcie swoich wykładów nie proponowali fajerwerków dowcipu i błyskotliwości, a mimo to dobrze się ich słuchało.

Wydaje mi się, że to dlatego, że proponowali spójną, nie przeładowaną szczegółami narrację. Po zakończeniu zajęć miałem w głowie ogólny obraz całości, rusztowanie, które mogłem uzupełniać o cegiełki faktów. Przekazywali wiedzę, ale nie mieli ambicji, aby tu, teraz, przekazać ją całą. Wykład miał zaciekawić, zachęcić do dalszych poszukiwań, pokazać ścieżki, którymi warto podążać. Jako taki może być niesłychanie przydatny. Jeśli jednak aktywność (jeśli można użyć tego słowa) studenta ograniczy się do wysłuchania go, to doskonale wiadomo, że za miesiąc będzie pamiętał niewielki procent przekazanych treści.

Cóż, jeśli mam dzisiejszych słuchaczy zachęcić do wizji proponowanej przez CeL, to może jednak show się przyda. Idę wymyślać dowcipy.

Dodaj komentarz