Co robimy

Wojsko na wiki

Wojsko na wiki

Wiki większości osób kojarzy się co najwyżej z Wikipedią. Może nawet utożsamiają te dwa terminy. To jednak przede wszystkim technologia pozwalająca wielu osobom współpracować przy tworzeniu jednego dokumentu. Ja sam zazwyczaj korzystam z niej w sposób bierny. Należę do tych 90% użytkowników, którzy tylko czytają, ale w specyficznych warunkach zamieniam się w autora. Najbardziej zaawansowaną i najfajniejszą rzeczą, jaką współtworzyłem były materiały wspomagające naukę, jak budować e-portfolio. Moje doświadczenie wskazuje, że to bardzo przyzwoite narzędzie do nauki, współpracy i zarządzania wiedzą, o ile współpracujące osoby wykazują odpowiednie zaangażowanie.

Wiem więc, że wiki można stosować w edukacji i biznesie. Nie wpadłbym jednak zapewne na to, że wykorzysta je wojsko. Mógłbym pomyśleć, że im się przyda, ale że wprowadzą to w praktyce? W dodatku nie wiki dla generałów, tylko taką, którą współtworzyć może każdy żołnierz? A jednak. Robią to Amerykanie, jak można się było spodziewać.

Przedmiotem opracowywania są wojskowe instrukcje. Nie wiem, czy to najlepsza nazwa, ale nie znam niestety odpowiedniej terminologii. Może konkret będzie jaśniejszy: mówią one np., jak obsługiwać daną broń, prowadzić pojazd i wykonywać inne bojowe i przygotowawcze czynności. W armii USA takich instrukcji jest ok.600. Okazało się, że na polu walki w Iraku czy Afganistanie warunki zmieniają się na tyle szybko, że eksperci z oddali nie nadążają z wprowadzaniem poprawek. Dowództwo uznało więc, że niezłymi ekspertami są przecież ci, którzy z tych instrukcji korzystają na co dzień. Zanim ktoś powie „A co w tym dziwnego?” niech przypomni sobie, co o kontencie tworzonym w Sieci myśli przeciętny nauczyciel czy choćby zebrani na Kongresie Kultury Polskiej.

Co więcej, choć amerykańscy wojskowi nie zamiatają pod dywan problemu wiarygodności to są w stanie zaufać osobom stojącym dużo niżej w hierarchii w kwestiach dotyczących, dosłownie, życia i śmierci. Wierzą, że w ten sposób wiedza uaktualniana będzie szybciej, będzie bardziej precyzyjna, będzie budzić większe zaufanie żołnierzy wysyłanych na misje (bo przecież opracowywali to ich koledzy znający warunki bojowe), wreszcie zwiększy poziom zaangażowania żołnierzy tworzących wiki.

Nie jestem ekspertem od spraw wojskowych, a nawet, mówiąc szczerze, szczególnym fanem instytucji, jaką jest armia, ale w tym przypadku zaimponowała mi otwartość Amerykanów. Dotarło do nich, że świetnym znawcą tematu może być człowiek bez tytułu naukowego, czy, w tym kontekście, bez stopnia oficerskiego. Chcą wykorzystać ludzi, którym z oczywistych powodów najbardziej zależy na wysokiej jakości omawianych instrukcji. To ożywcze podejście, bo nieraz spotykam się z ludźmi, którzy hierarchię społeczną (np. zawodową) utożsamiają z „hierarchią” wiedzy i, jeśli znajdują się na tej drabinie wyżej, uznają za naturalny proces kształcenia, który polega na tym, że mówią do tych niżej zamiast wciągnąć ich w równorzędną dyskusję.

Zaś co do wykorzystywania mediów społecznych do szeroko rozumianego kształcenia, to, jak napisała Nancy Dixon, od której zapożyczyłem temat i podstawowe informacje do tej notki: „Jeśli armia może umieścić swoją doktrynę na wiki, to ty już nie masz usprawiedliwienia„.

foto: https://commons.wikimedia.org/wiki/File:WIKI.gif

Dodaj komentarz