Co robimy

Młodzi i media

Młodzi i media

Przedwczoraj w Warszawie odbyło się 14. seminarium z cyklu „Rewolucja w komunikacji„. Poświęcone było przedstawieniu i dyskusji nad raportem. „Młodzi i media. Nowe media a uczestnictwo w kulturze.” Został on przygotowany przez zespół badaczy z Centrum Badań nad Kulturą Popularną SWPS, pod kierownictwem dr Mirosława Filiciaka, znanego również jako współautor bloga Kultura 2.0.

O seminarium niestety nie potrafię wiele powiedzieć, bo nie udało mi się go śledzić nawet wirtualnie. Ma być relacja w Sieci, na razie jej nie znalazłem. Nie chcę też, przynajmniej na razie, streszczać tez raportu. Już to zresztą zrobił jeden z autorów, Mateusz Halawa, na łamach Gazety Wyborczej. Polecam, to rzetelny skrót.

Moim zamiarem jest dzisiaj rzucenie kilku wstępnych komentarzy z poziomu meta. Merytorycznie później.

Zacznę od tego, że dobrze, że ten raport powstał. Sam jego największą wartość widzę nie w tym, co mówi – nie są to rzeczy dla mnie nowe – ale kto mówi. Otóż zespół Filiciaka udał się w teren i przeprowadził 2-tygodniową obserwacje uczestniczącą wśród osób w wieku mniej-więcej maturalnym. To ich słowa i czyny są zrębem, na którym badacze budują swoje analizy. Fantastycznie – w końcu to nie starcy mówią, jaka ta dzisiejsza młodzież (sam jestem winien tego grzechu), tylko oni sami dostają głos.  Rezultatem jest zebranie nośnych argumentów podważających wiele mitów, które uparcie podtrzymywane są przez ludzi mających nikłą świadomość tego, co się naprawdę dzieje w Sieci. Ot, chociażby to, że jest to medium aspołeczne. Tak, ja też wiem, że to oksymoron.

Mam też jednak kilka wątpliwości i tym poświęcę nieco więcej uwagi. Raz, wierzę, że konstruktywna krytyka również mi przyniesie więcej korzyści. Zgadzania się nie rozwija, sam Granovetter mi to powiedział.. Poza tym słowa wsparcia i zgody z raportem rozsiane są po całym tym blogu.

Zacznę od szczegółu – tekst raz jeszcze do korekty. Błędów nie ma tyle ani nie są na tyle spektakularne, by utrudniać lekturę, ale literówki czy odesłania do strony xxxx nie robią dobrego wrażenia.

Znacznie ważniejsza jest próba odpowiedzi na pytanie: do kogo adresowany jest ten raport? To praca naukowa czy popularnonaukowa? Niestety, nie mam w tej kwestii jasności. Stanowiska i tytuły naukowe autorów zdają się jednoznacznie sugerować naukowość. Pierwsze zdanie wstępu też („Raport jest zwieńczeniem rocznego projektu badawczego…”). Do tego znamienite profesury dokładają cegiełki w ramach występów gościnnych. Wreszcie, styl tekstu (szczególnie w wykonaniu niektórych ze wspomnianych gości) potrafi uderzyć trudnymi słowami po oczach. „Mamy do czynienia z remediacją, gdy w praktyki uczenia się i kontaktu ze szkołą wplatają się ahierarchiczne formy niekonsekrowanej wiedzy…” U-ha! Kopytko!

OK, ja to zrozumiałem. Tyle, że ja na co dzień zajmuję się technologiami informacyjnymi, siedzę w social media, a do tego jeszcze mam podkład w postaci dyplomu z nauk społecznych. Jeśli jestem przedstawicielem grupy docelowej tego raportu, to nie jest to liczna grupa. Żaden problem, jeśli to dzieło naukowe, ale, jak zaznaczyłem, nie mam tej pewności. No bo, z drugiej strony, patronat nad projektem objęła Gazeta Wyborcza i ona go też na swoich stronach promuje. Można tam znaleźć m.in. pełny raport w postaci pliku pdf. Praca jest też dyskutowana w szerszych kręgach – nie wydaje mi się chociażby, że na „Rewolucji” byli sami socjologowie i pokrewni. Największa jednak moja wątpliwość związana jest z metodologią. Jeszcze nie widziałem pracy naukowej, w której ta część byłaby potraktowana tak bardzo po macoszemu. Owszem, dostajemy pewne informacje, kogo i gdzie badano. Coś się tam wspomina o dodatkowych kwestionariuszach, ale żadnych konkretów.

Żeby była jasność: nie zarzucam autorom braku dyscypliny metodologicznej. Chodzi tylko o to, że nie wiem dokładnie, jak doszli do wniosków. Mogę im wierzyć na słowo, ale nie tak działa nauka. Znacznie łatwiej byłoby krytykować ten raport – ale też go bronić – gdyby było jasne, na jakiej zasadzie wybierano cytaty do tekstu, czy, dokładniej, co zdecydowało, że zjawiska, których dotyczą te cytaty, uznano za ważne; jakie badanie ilościowe stoją za jakościowymi, jakie są charakterystyki grupy badanych.

Właściwie o tym ostatnim coś wiadomo, ale to z kolei budzi kolejne wątpliwości. Badacze szukali młodych współpracowników, którzy mieli ich wprowadzić we własny świat, m.in. przez serwisy społecznościowe. Celowali w tych najaktywniejszych, z największa liczbą znajomych. Można powiedzieć liderów, trendsetterów ale można: niereprezentatywnych. Między wierszami czytam, że to głównie licealiści, raczej z tych sprytniejszych, z ambitnymi planami na przyszłość. Dresiarzy intelektualnych tam nie wyczułem. Dlatego stawiam tezę, że raport lepiej opisuje, co będzie, niż to, co jest. Wkrótce (prawie) wszyscy będą tacy, ale jeszcze nie dziś.

Zwalczyłem „Młodych i media” z przyjemnością, dostarczyły mi niezłej pożywki pod refleksję i dyskusję, ale z wymienionych powodów nie potrafiłbym raportu uznać za rozstrzygający w jakichkolwiek kwestiach. Choć chciałbym – ideologiczne założenia autorów są mi bliskie.

Na początku przyszłego tygodnia – jeśli czas, inne obowiązki i biorytm intelektualny pozwolą – zajmę się szerzej tym, co dla nas tu najciekawsze: fragmentami raportu poświęconymi edukacji. Powiem czemu te o zajawkach mi się podobają, a te o refleksji mniej.

Stay tuned 🙂

5 thoughts on “Młodzi i media

  • 28 lutego, 2010 o 6:56 pm
    Permalink

    Odnośnie metodologii – rzeczywiście nie jest ona dobrze opisana w raporcie, co jest błędem. Warto byłoby dowiedzieć się więcej przede wszystkim o doborze badanych współpracowników. Raport powinien też klarować, że w tego rodzaju (etnograficznym) badaniu nie chodzi nigdy o reprezentatywność – przynajmniej taką, jaką znamy z najpopularniejszych badań ilościowych. Traktuję wyniki jako prezentujące pewne typy zachowań, a nie stwierdzające, w jakim nasileniu one występują – to powinny stwierdzić inne, osobne badania. To co mnie zaskakuje, to że z raportu wyłania się obraz dość jednolitego stosowania mediów przez ponad 100 różnych osób, z 6 różnych środowisk i 3 różnych miejsc. To bardzo ciekawy wniosek.
    (zaznaczę dla jasności, że przyjaźnię się z twórcami raportu, ale nie jestem jego współtwórcą).

  • 2 marca, 2010 o 11:20 am
    Permalink

    Oczywiście racja w kwestii reprezentatywności i siły wniosków. To bardzo cenne, że zostały pokazane określone zachowania młodzieży, natomiast nadal strasznie mnie ciekawi, na ile są te zachowania powszechne, a jeśli nie są, to czy zespół SWPS obserwował „zwykłe” wyjątki, czy trendsetterów. Stawiam na to drugie.

    @shi: Dzięki za namiar

  • 19 marca, 2010 o 1:18 pm
    Permalink

    chciałam tylko powiedzieć że MY korzystamy z tego samego internetu co wy i nawet po projekcie przyglądamy się temu co robicie z tymi badaniami.. mimo że króliki doświadczalne tak nie powinny.
    nie uważamy się za trendsetterów.. ale trzeba przyznać że jak sie gdy wpisze sie nasze nazwiska w googlu to znajdzie się nas w obrębie pierwszych stron..

  • 22 marca, 2010 o 11:40 am
    Permalink

    @shi
    Korzystacie z tego samego Internetu, pytanie tylko, czy w taki sam sposób. A po drugie, kim jesteśmy „my”?
    Ja np. jestem po 30-tce, zespół Filiciaka to mniej-więcej moi rówieśnicy, ale stawiam, że nasza obecność w Sieci bliższa jest temu, co robią współczesne nastolatki niż ich „przeciętny” nauczyciel. Choćby taka sprawa: jak wynika z moich obserwacji dla osób starszych Internet to głównie źródło informacji, dla młodszych środek komunikacji. Statyka vs dynamika.

    Jeśli chodzi ustalanie trendów to zastanawiałem się raczej, czy jesteście typowymi reprezentantami całego pokolenia, czy raczej forpocztą, która pokazuje (niekoniecznie świadomie), co można robić w necie i z netem.

    Aha, nie ma żadnych przeciwwskazań, żebyście się interesowali dalszymi losami raportu. To nawet wskazane. Uczestniczyliście w badaniach jako świadome jednostki, nie na zasadzie „milcz i wykonuj”, nic się dalej nie zmienia 😉

Dodaj komentarz