Co robimy

Platforma synonimem e-learningu

Platforma synonimem e-learningu

Niestety, stało się. e-learning trafił do szkół wjeżdżając ma mechanicznym koniu trojańskim platformy e-learningowej. Trafia najczęściej na moodla. Wypadły z niego najpopularniejsze wśród nauczycieli komponenty – książka i lekcja. No dobra, jeszcze słownik. Od nich do interakcyjności, zaangażowania i uczenia się przez praktykę i doświadczenie lata świetlne.
Zastanawiałam się długo, dlaczego te relatywnie trudne do stworzenia, statyczne, skomplikowane i czasochłonne zasoby cieszą się takim zainteresowaniem wśród pedagogów. Dlaczego sekwencyjne podawanie materiału, pogrupowanie go w duże rozdziały jest tak atrakcyjne.
Produkcja zasobów jest bezpieczna. Wiem z własnego doświadczenia: można się zasłonić skomplikowaną sekwencją ekranów, atrakcyjną prezentacją, zaprogramowaną ścieżką nauczania bo wymyślenie ciekawego ćwiczenia, celowej i istotnej aktywności jest naprawdę trudne. Odsłania nasz brak umiejętności projektowania, brak wyobraźni, wreszcie niedostatki wiedzy. Technologia jak powiększająca soczewka uwypukla nasze intencje, nasze zdolności, a nade wszystko niedostatki. Nadto istnieje ryzyko, że nikt nie wykona skomplikowanego zadania, nie zaangażuje się w wielostopniowy projekt, nie poświęci czasu na eksplorowanie problemu. Tymczasem dobre zajęcia rodzą się w głowie, czasem na kartce jako szkic, mapa pojęć, nie mają nic wspólnego z narzędziami a już na pewno nie z informatyką, klikaniem i mechaniczną produkcją zasobów. Pytanie – czy wiemy jak je tworzyć?

23 thoughts on “Platforma synonimem e-learningu

  • 24 grudnia, 2008 o 1:51 pm
    Permalink

    Autor tego postu pisze oczywistą nieprawdę.
    Jeśli czyni to ze względów emocjonalnych, to zrozumiałe. Jeśli jednak z pozycji dogmatyka, który przyjmuje pewna tezę a priori, to jest to smutne.
    Zapomina lub nie chce zauważyć, że tworzenie materiałów edukacyjnych w formie scenariuszy na platformę LMS w standardzie Scorm wcale nie ogranicza wyobraźni i inwencji twórcy. Tym bardziej, że dobre scenariusze rodzą się na takiej samej zasadzie, jak ta opisana w poście: w głowie , na kartce papieru czy w formie mapy mentalnej.Ale to przecież nie jest decydującym czynnikiem o jakości dane materiału edukacyjnego czy szkolenia. Bo w rzeczywistości najważniejsze jest słowo, język z jego funkcjami i sytuacja (kontekst, w których jest wypowiadane. Nośnikiem znaczeń, treści czy projektowanych zadań do rozwiązania w żadnym przypadku, także w przypadku platform LMS czy Moodla lub MODL-a nie jest technologia, tylko słowa układające się w pewne sekwencje, czyli w całą wypowiedź. Marnym twórcą szkoleń jednego i drugiego rodzaju będzie ten, kto zapomina o fenomenie i funkcjach języka, tak jak one zostały opisane przez Romana Jakobsona. Kto nie zrozumie, że tworząc materiały edukacyjne czy scenariusze zajęć prowadzonych także za pomocą ICT, musi działac wobec podobnych strategii jak pisarz (dobry pisarz), nigdy nie zapominjąc o sytuacji narracyjnej (edukacyjnej), którą tworzy )czyli kontekście nauczania); formie kontaktu z odbiorcą i oczywiście o samym odbiorcy (zawsze wirtualnym w chwili tworzenia). Nie przypadkowo jeden z najwybitniejszych polskich teoretyków literatury M. Głowński zatytułował swoja pracę „Gry powieściowe”. Myślę, że autor posta zgodzi się ze mną, dobre zajęcia zarówno „na żywo”, jak i na odległość stworzy tylko ten, kto będzie stosował zasadę, którą można nazwać „grami edukacyjnymi” (nie myślę teraz o grach edukacyjnych jako takich)rozumianymi jako umiejętność wykorzystania w sposób świadomy wszystkich funkcji języka w wykreowanej przez siebie sytuacji edukacyjne.
    Prawda jest tylko jedna, słaby dydaktyk nie umiejący się posługiwać językiem w sposób świadomy, nigdy nie stworzy dobrego szkolenia, ani na platformie LMS czy Moodla, ani tez w żadnym innym sposobie nauczania.
    Coś o tym wiedział św. Paweł, którego skuteczność nauczania na odległość w formie słynnych listów, jest nadal nie do osiągniecia. Ale o tym będzie mozna poczytać na moim blogu.

    A na koniec:

    Zdrowych, Pogodnych i Radosnych Świąt
    Wyciszenia w gronie najbliższych przy kolędach.
    Emocji tylko takich, które poruszają serce.
    MS

  • 28 grudnia, 2008 o 11:05 pm
    Permalink

    Jeśli odniosłeś wrażenie, że piszę jak dogmatyk, to przepraszam, nie to było moją intencją. Swoje spostrzeżenia opieram na rozmowach, dyskusjach i obserwacjach konkretnych postaw i zachowań. Oczywiście jest to wypowiedź subiektywna i emocjonalna, nie ma w niej faktów lecz opinie. Piszę jedynie o tym, że wybór mało interakcyjnych, sekwencyjnych i stosunkowo skomplikowanych środków przekazu treści (takich jak np. lekcja w Moodlu) jest mało efektywny (bynajmniej nie z punktu widzenia rezultatów lecz samego procesu twórczego projektowania) i maskuje brak pomysłu na aktywność oraz brak umiejętności wykorzystana technologii. Gdzie tu kłamstwo i dogmatyka? Wydaje mi się po prostu, że zamiast spędzania wielu godzin na rozgryzaniu Scorma czy innej książki można ten sam cel osiągnąć inną drogą a zaoszczędzony czas wykorzystać na czytanie mądrych blogów 😉 Mnie jest bliska ekologia informacyjna i “infomatyczna”, co sprowadza się do stosowania minimum narzędzi i tylko tam, gdzie to niezbędne. W moim odczuciu lekcja czy Scorm nie są niezbędne do prowadzenia fajnych zajęć on-line a co ważniejsze, nie tworzą żadnej “wartości dodanej”, która rekompensowałaby ich nadmierną złożoność.
    Niezmiernie ciekawe są natomiast Twoje wypowiedzi nt funkcji języka, rzeczywiście skoro e-learning opiera się głównie na słowie pisanym warto wykorzystać ten nośnik świadomie i odpowiedzialnie. Możliwość negocjowania znaczeń oraz ładunek wieloznaczności i możliwości interpretacji słowa pisanego jest „niebezpieczny” zwłaszcza w sytuacji edukacyjnej, masz oczywiście rację pisząc tu o odpowiedzialności. Przyznam, że nie znam koncepcji gier powieściowych Głowińskiego, ale zachęciłeś mnie skutecznie do wizyty w bibliotece. Nigdy nie patrzyłam na zajęcia on-line od strony językoznawczej a może to istotnie wyjaśnić wiele interpretacyjnych (a zatem komunikacyjnych także) kłopotów. Dziękuję za inspirację!

  • 29 grudnia, 2008 o 6:57 pm
    Permalink

    Dziękuję za odpowiedź, a z tym dogmatyzmem to była taka mała prowakacja, masz bardzo otwarty sposób myślenia, czego szczerze gratuluję.

    Cieszę się, że w jakiś sposób Cię zainspirowałem. Z tomu szkiców M. Głowińskiego polecam dwa teksty:
    Narracja jako monolig wypowiedziany, bo tu można doszukać się relacji do pozycji jaką może zajmować autor szkolenia lub kursu (osoba wypowiadająca się).
    I polecam szkic pt. Parodia konstruktywna (O Pornografii Gombrowicza), bo pokazuje jak autor może się bawić i grać konwencjami literackimi, co ważne dla pozycji jaką wobec odbiorców przyjmuje twórca szkolenia, także e-learningowego.

    Ale to tylko przyczynki.

    Najważniejsza jest jednak koncepcja funkcji języka Jacobsona – i tu polecam niżej podaną stronę internetową:

    http://humanistyka.blox.pl/2006/03/Funkcje-komunikatu-wedlug-Romana-Jacobsona.html

    Jest jeszcze coś istotniejszego dla rozumienia „gier edukacyjnych” w nauczaniu, Teoria aktantów Algardisa Greimasa, prawie nieznana w Polsce.

    Ona dopiero może dać podstawy do analizy ról różnych uczestników szkolenia e-learningowego.
    Ale to już wymaga dobrego przygotowania teoretyczno-literackiego.
    Ale polecam takiego małego bryka, który pozwoli przynajmniej usystematyzować wiedzę, jest tam też przedstawiona teoria Greimasa.
    http://arabwordcenter.cba.pl/notzlit.html

    Kiedyś zastosowałem tę teorię do analizy dramatów S. Mrożka.
    Efekty były zadziwiające, Mrożek to tylko dobry rzemieślnik, nie jest jednak artystą, tylko zręcznym dramaturgiem.
    Nic z jego sztuk nie przetrwa, to tylko rozbudowane skecze bez „duszy”.

    Pozdrawiam

    Marek

    PS. Zapraszam na moją stronę w formie ePortfolio, gdzie rozwijam i będa dalej rozwijał pewne wątki z tej dyskusji.Zacząłem od opisu kursu, którego interfejs stanowi cyfrowa mapa myslowa (e-course Map). Polecam lekturze.
    http://www.marszaf.blogspot.com

  • 30 grudnia, 2008 o 8:15 pm
    Permalink

    Muszę Was napomnieć. "Moi drodzy chłopcy, brzydko się bawicie, dla was to zabawa, nam chodzi o życie".

    Marek ze śmiertelną powagą zaatakował A_a w kwestii zastosowania niektórych mechanizmów Moodle’a (przełom XX i XXI wieku)… polskim dziełem dotyczącym
    narracji powieściowej, wydanym czterdzieści lat przed wysłaniem z Polski pierwszego w jej historii e-maila ("Gry powieściowe" Głowińskiego). Potem poprawił z lewego sierpa przemyśleniami rosyjskiego formalisty zmarłego rok przed pojawieniem się na świecie cywilnego Internetu (Jakobsona) i… pokerowo przebił listami do Koryntian (świętego Pawła – I w. n.e.) jako niedoścignionym
    wzorcem interaktywnej komunikacji sieciowej w XXI w. n.e.

    A_a – także z miną pokerzysty i uprzejmą gościnnością godną gospodarza (bloga) podziekował Markowi za… cenne uwagi.

    Tymczasem ja, wiedząc jak bardzośmy (Polacy) zapóźnieni w znajomości prawideł sieciowej komunikacji, śmiertelnie się boję, że znajdą się tacy czytelnicy niniejszego bloga, którzy wszystko wezmą na serio, nie doczytają w przydłuuugim komentarzu Marka groteskowych akrobacji
    erudytorskich i uznają tylko, że A_a się myli i jest dogmatykiem,. Może i gorzej: doczytają i uwierzą, że język komunikacji sieciowej sprzed tysiąca lat i kilku epok technologicznych świetnie pasuje jak ulał do epoki Web 2.0 (więc po co się czegoś uczyć).
    Zatem ja najpierw mrugam porozumiewawczo 😉 że to nie jest na serio (!) a dopiero potem podwajam stawkę licytacji:
    niniejszym ogłaszam, iż zarówno A_a, LWh, jak i Marek nie mają racji! Jedynie słusznym medium epoki Web 3.0 będzie żywy kamień, za
    niedościgniony przykład masowego nauczania modułowego należy uznać dziesięcioro przykazań (w 2 modułach i 10 obiektach uczących), zaś
    niedoścignionym modelem partnerskich zasad współpracy grupowej w grupach zdalnych ogłaszam kodeks Hammurabiego.
    Jest! Jest! Jeszcze bardziej nie na temat, a za to poparte źródłami jeszcze starszymi i jeszcze bardziej czcigodnymi. Pozostaję w uzasadnionym przeświadczeniu, że pojedynek na komentarze wygrałem ja 🙂

    Ponieważ rok się kończy, życzę wszystkim lepszego 2009 roku (naszej ery)

  • 30 grudnia, 2008 o 11:07 pm
    Permalink

    Witam niemal noworocznie,
    Dyskusja rzeczywiście ciekawa i chciałbym, żeby potoczyła się dalej.
    Chciałbym wrzucić trzy grosze – mianowicie… Większość „nauczycieli” on-line, twórców materiałów a właściwie kursów to ludzie, którzy mają za sobą długą (albo krótką) praktykę jako nauczyciele tradycyjni. (taki skrót myślowy ale przynajmniej jasny:))A my nauczyciele tradycyjni jesteśmy przyzwyczajeni do podawania „wiedzy” swoim studentom. Do tego książka czy lekcja nadają się znakomicie.
    Czeka nas jeszcze długa droga do tego, żeby nauczyć się uczyć on-line. Bo zgadzam się z A_a – nauczanie on -line to nie platforma ani nie materiały (zrobione z wyobraźnią, pomysłem czy też bez).
    Brak nam ciągle zaufania do naszych studentów, że oni sami coś potrafią, że zrobią, że napiszą, że opublikują, skomentują, poprawią itd.
    Ale od czegoś trzeba zacząć
    Do Siego Roku
    Tomek

  • 31 grudnia, 2008 o 10:58 am
    Permalink

    Śledząc dyskusję i przyglądając się działaniom w oświacie mam wrażenie, że nauczyciele zapomnieli o elementarnych zasadach metodyki. Najpierw wyznaczam cel, potem dobieram treści (materiał)i na samym końcu pomoce, materiały i środki dydaktyczne. I na nic zda się tu język,umiejętności komunikacyjne, platforma elearningowa, jeżeli nie wiem co chcę osiągnąć w gronie konkretnych odbiorców w ściśle określonym kontekście. Problem edukacji polskiej tkwi, ajk to ładnie ujął Tomek "A my nauczyciele tradycyjni jesteśmy przyzwyczajeni do podawania “wiedzy” swoim studentom." Jak będę wiedziała do czego zmierzam, to zdecyduję, czy mam "podać" wiedzę, czy tak zbudować środowisko uczenia, by student zdobyła ją sam, nieważne czy w sali lekcyjnej czy w środowisku online.
    Pozdrawiam noworocznie:-)

  • 31 grudnia, 2008 o 2:03 pm
    Permalink

    Witam Wszystkich
    No cóż dyskusja się rozwija, więc czas podzielić się pewnym moim doświadczeniem związanym z kursem konstruowania WebQuestów w ramach projektu InterEOL.
    Najbliższa prawdy jest SF, natmiast absolutnie nie lekceważyłbym źródeł dot. narracji, funkcji języka i teorii aktantów. A dlaczego, bo biorąc pod uwagę punkt widzenia SF, dobrych celów nie sformułuje ten, kto nie rozumie logiki i funkcji języka i elementarnych zasad gramatyczych. Główny grzech dydaktyków, metodyków, w także większości twórców kursów e-learningowych jest nieumiejętnośc formułowania celów, działań (zadań) i rezulatatów. Nagminnie stosuje się równoważniki zdania przy ich konstruowaniu, co oczywiście powoduje, że jedno nie jest odróżnialne od drugiego.Coś o tym wiem, bo przeprowadziłem ponad 1000 godzin szkoleń z zakresu pisania projektów edukacyjnych, sam ich napisałem też kilkadziesiąt i to z dobrym rezultatem zarówno w programach edukacyjnych UE, jak i funduszy strukturalnych.
    Tym bardziel polecam czytelnikom tej dyskusji stronę ze stworzonymi WebQuestami w projekcie InterEOL.
    W strukture dobrego WebQuestu sa wpisane zasady, o których pisze SF.

    Zadziwiające są jednak rezultaty pracy uczniów w oparciu o metodę WebQuest, ale te dopiero będą upublicznione w I kwartale 2009.

    Zapraszam na stronę:

    http://www.intereol.net/webquest_prezentacje.php

    i polecam lekturę mojego artykłu z Gazety IT:
    http://archiwum.gazeta-it.pl/edukacja/git29/126.html

    Po jego lekturze być może „e-rudyta” zrozumie, że mój pierwszy post nie był li tylko prowakacją, a wymienieni przeze mnie teoretycy literatury sa nadal aktualni, tak jak aktualna jest dzisiaj starożytna retoryka, metaforyka i przypowieści Starego i Nowego Testamentu i nieprzescigniona skutecznośc listów Św. Pawła w nauczaniu na odległość.

    One trwają, życie szkolen e-learningowych jest ulotne, nawet nie ma z czego stworzyć „dobrego” kanonu.

    Więc na koniec roku życzę Wam wszystkim osiągnięc w edukacji na miarę mistrzów.

    Marek

  • 2 stycznia, 2009 o 8:35 pm
    Permalink

    Tomek pisze:
    (…) Brak nam ciągle zaufania do naszych studentów, że oni sami coś potrafią, że zrobią, że napiszą, że opublikują, skomentują, poprawią itd.(…)
    Tomku, zapewniam, że trzeba zacząć od jak najszybszego i gruntownego porzucenia „podawania” wiedzy. W gruncie rzeczy mało to dziś przydatne i dlatego studenci nie potrafią, nie napiszą, nie opublikują etc. Próżnia po „informacyjnym pasie transmisyjnym”, musi zostać wypełniona czymś konkretnym; zmiana podejścia musi być kompleksowa i spójna, wymaga sporo czasu i wysiłku uczenia się nowej roli. Jednak po drugiej stronie tęczy jest pięknie i nie chce się stamtąd wracać. Stale na nowo zadziwia mnie, jak głęboka potrafi być metamorfoza zaangażowania studentów. Naprawdę można im wtedy ufać. 🙂

  • 5 stycznia, 2009 o 1:54 pm
    Permalink

    A gdyby tak porzucić dorabianie do rzeczy oczywistych teorii, filozofii i innej "pseudonaukowej" otoczki?
    Jeżeli pamiętamy, że:
    – korzystamy z windy, mimo, że istnieją schody,
    – telefony komórkowe są po kilkunastu latach najbardziej naturalnym narzędziem komunikacyjnym,
    czyli zauważamy błyskawiczny rozwój technologii w życiu, to czemu nagle nowe technologie i narzędzia w edukacji, mają mieć rangę "konia trojańskiego" a do dyskusji trzeba angażować autorytet św. Pawła?
    Jak zawsze najbardziej trafne wydają się konstatacje najprostsze:
    1. Najważniejszy jest POMYSŁ na lekcję, na scenariusz, wykorzystanie najbardziej spektakularnych rozwiązań bez tego, niczego dobrego przynieść nie może.
    2. Praca w środowisku wirtualnym (wszystkich jego odmianach i przejawach) jako naturalnym środowisku aktywności młodzieży – jest oczywistą potrzebą.
    A tak przy okazji, nie ma potrzeby studiowania standardu SCORM, tak jak nie ma potrzeby dla użytkownika sieci z serwerem Windows 2003 Server zrozumienia mechanizmu Active Directory.
    Są do dyspozycji nowe narzędzia i mechanizmy. Jeżeli potrafimy je wykorzystać i uatrakcyjnić proces dydaktyczny – to super. A gdybyśmy się jeszcze nauczyli współdzielić wytwarzane materiały (w tej technologii to proste) …
    Dobrze jest promować nowości. Niedobrze – robić z tego filozofię, bo niebezpieczeństwo wyprodukowania bełkotu, którym podnieci się kilku "nawiedzonych", a reszta środowiska odwróci się plecami – jest ogromne.

  • 5 stycznia, 2009 o 3:27 pm
    Permalink

    Aleście się rozkręcili!
    @oel: nie bardzo rozumiem czym dla Ciebie są rzeczy oczywiste? jak widać z powyższych wypowiedzi w tej materii oczywistości jest jednak niewiele, a o tych najmniej oczywistych oczywistościach właśnie dysktujemy. W dyskusjach stosuje się różne sztuczki, metafora to jedna z nich. A że przy okazji chciałam się popisać znajmością kanonu symboli kultury, wybaczcie czytelnicy. Sądzę, że jednak narzędzia mogą mieć rangę konia trojańskiego – ładnie wyglądają, korzysta się z nich a tu się okazuje, że kryją w sobie pułapkę. Jak najbardziej zgadzam się z Twoimi prostymi – trafnymi uwagami. Sęk w tym, że większość programów szkoleń z okolic „nowowczesnych metod i technik” kręci się wokół budowy jedynego słusznego systemu operacyjnego i tych nieszczęsnych lekcji w Moodlu. Na informatyce dzieciaki uczą się do ECDLa!
    Co do współdzielenia – TAK! TAK! Już niebawem udostępnimy na naszej stronie nową książkę nt. oprogramowania społecznościowego w edukacji 😉 A ten blog też zaczyna być takim społecznym miejscem, prawda?
    Dzięki za ciekawe wypowiedzi!

  • 5 stycznia, 2009 o 10:10 pm
    Permalink

    @Marek (motto: 'Po jego lekturze być może “e-rudyta” zrozumie'):
    bez żadnej dodatkowej lektury zrozumiałem, iż moja cicha nadzieja, że Marek nie mówi poważnie, a tylko żartuje – legła w gruzach ;-(
    On naprawdę chciałby oprzeć e-learning XXI wieku na pismach z wieku pierwszego! Biada nam. Mroki mojego smutku rozświetla jedynie radość, że Marek nie decyduje o kształcie np. kursów na prawo jazdy. Gdyby decydował, przed pierwszą jazdą zdawalibyśmy egzamin z historii motoryzacji, wizerunek świętego Krzysztofa (patrona kierowców) trzymającego laskę – służyłby jako niedościgniony wzorzec przytrzymywania dźwigni zmiany biegów, zaś wzorce prowadzenia samochodu z ABS-em i wspomaganiem kierownicy czerpalibyśmy od Heliosa na jego rydwanie.
    Boże chroń nas przed takimi specjalistami (bo z ignorantami poradzimy sobie we własnym zakresie).

  • 5 stycznia, 2009 o 11:04 pm
    Permalink

    No cóż Erudyto, po owocach go poznamy.
    Jeśli ktoś uważa, że łączenie uczenia się doświadczeniowego opartego na hermenutycznym poznaniu i interpretacji otaczającego świata z własną kreacją opartą na założeniach konstruktywizmu przy wykorzystaniu ICT jest używaniem kamienia łupanego do wbijania komuś wiedzy do głowy, to jest mi niezmiernie przykro!!! Uff, co za zdanie, ale Ty przecież zrozumiesz, wszak nieobca jest Ci rozprawa o metodzie Paula Ricoura. Bo nic nie jest ważniejszego jak "egzystecja i hermeneutyka", czyli być i rozumieć mówiąc prościej. Nawet zapiekli teolodzy bibliści od żydowskiej rodziny starotestamentowej stosuja obecnie hermeneutykę do interpreatacji Pisma. Jak trafnie zauważa A_a wychodząc na przeciw mysli Paula Ricouera "symbol daje do myślenia".
    Ale jak mawia Cejrowski, cytuję:
    "z głupcami się nie dyskutuje" (WC), głupców się ignoruje (MSZ – to juz moje dopowiedzenie)
    Erudyto życzę Cie takich owoców, jak moje w InterEOL-u w postaci WebQuestów.
    To, co zrobili inni w Polscew tym zakresie, szczególnie informatycy zakorzenieni w Web2.0 jest na żenująco niskim poziomie. Nie rozumieli własnego "Słowa", nie mówiąc o cudzych symbolach. U nich informatyczne zdobycze typu ABS czy ESP zabiły możliwość kierowania (no tworzenia)czyli myśl, zrozumienie, sztukę tworzenia, która na tym szczególnie ucierpiała.

    A ja i tak chadzam swoimi drogami,a "książeta moich zmysłów" podpowiadaja mi co mam robić w takich sytuacjach, jak ta.

    Ty jesteś jak "wypolerowany i wyszlifowany" z "erudire" jak głaz, którego juz nie ma sensu dalej obrabiać.
    Przecież świat "erudytów" to świat cytatologów, martwy świat.

    A tak w ogóle to mam duże poczucie humoru,wiele dystansu do siebie i lubię "gry towarzyskie i słowne".

    Pozdrawiam serdecznie i kłaniam się nisko polecając się Twojej uwadze na przyszłość. I nie bierz tego, co napisałem tylko do siebie.
    Amen!!!

    Ps.do oel-a: nie chodzi mi o naiterpretację jakichs intenetowych faktów czy zdarzeń, tylko o pewien rodzaj świadomości, który wcale nie musi byc wyrażany bezpośrednio.Ale skoro jestem, bo mysle, to musze miec swiadomośc języka którym myślę i mówię. Bo wtedy mamomiczną sytuację z Mieszczanina szlachcicem, gdzie bohater dokuje rewalacji poznawczej: a ja mówię prozą. Tu zawsze mam przed otrzyma niezapomnaną kreacje B. Kobieli, jak zrywa się z fotela w szlafroku i szlafmycy i biego wokół scena piejąc z zachwytu: a ja mówię prozą. Czego i Wam Życzę

    MSZ

  • 6 stycznia, 2009 o 11:37 am
    Permalink

    POST SCRIPTUM w formie cytatów:
    A jednak sprawdza się zasada: wszystko już było, ale najpierw przestroga, a potem Cycero o inwencji.

    „Biada tym, co nie odczytują znaków czasu” z Ewangelii wg. Św. Mateusza

    Reguła podstawowa, czyli klasyczne pytania informacji z epoki Cycerona i z niego samego:
    „Quis,quid,ubi,quibus auxillis, cur, quomodo, quando”

    To stosuje się też do dobrej spowiedzi.

    Ale to potwierdza wyznawaną przeze mnie zasadę, to, co najlepsze w edukacji już dawno było, zmieniają się nośniki, zasady są niezmienne.

    Twórcy e-learningu z „dobrych szkół” i „praktyk” ciągle wracają do Sokratesa i organizują część zajęć według modelu sokratejskiego, w którym wiedza jest współdzielona przez uczących się w ramach dyskusji prowadzonej i wspomaganej przez prowadzącego – vide moderowane fora dyskusyjne.

    On tylko chadzał po Agorze i zaczepiał ludzi, co było prostsze niż animowanie
    forum internetowego, czego dobrym przykładem jest Na celowniku. Proszę zajrzeć do poszczególnych postów w poszczególnych miesiącach. To jak marsz chromego pod górę o kulach: „brak komentarza – dodaj nowy”.
    Pozdrawiam i zaczepiam dalej erudytę, odwołując, to, co wczesniejszej napisałem, bo Sokrates ma rację, trzeba zaczepiać ludzi i z nimi dyskutować

    A niejaki Walerian Pisarek, językoznawca starego pokolenia pisząc o edukacji medialnej, powtarzał do znudzenia: retoryka chłopcze, retoryka

    MSZ

  • 6 stycznia, 2009 o 12:10 pm
    Permalink

    @Marek: błagam, niech książęta twoich zmysłów nie wybierają jeszcze dumnego wygnania (z tego wątku), bo ja właśnie pieszczę się tzw. Postulatem Tetmajera (’mów do mnie jeszcze') 🙂
    Tak mi się wydawało, że powinieneś wysoko stawiać Ricoeura (choćby za jego przeświadczenie, że dzięki hermeneutyce ma szanse rozumieć autora lepiej od niego samego, bo odniosłem wrażenie, że sam żywisz takież przeświadczenie o własnej osobie). Nieco to bluźniercze (większość pozostawia takie kompetencje Wszechmogącemu), ale tym ciekawsze.
    BTW: e-rudyta nie pochodzi od erudire, ale od e-rude 😀
    Z pozdrowieniami z okazji Trzech Króli 🙂

  • 6 stycznia, 2009 o 12:50 pm
    Permalink

    E-rudyto
    Nie wiem jak wstawia się emotki, więc musisz sobie wyobrazić, że się do Ciebie uśmiecham serdecznie. grzecznieję, pozbywam sie egotyzmu, apodyktyczności, staję się sama łagodnością.

    Z etymologią masz rację, ale to była swiadoma manipulcja, bo pasowało mi mi takie a nie inne znaczenie.

    Właśnie czytam sobie tom rozprawek o edukacji medialnej i funkcjach gazetek szkolnych: informacja czy manipulacja.
    Stąd ten Pisarek, który kiedys pieknie pokazał jak słowo zabija, czego nieprześcignionym wzorem jest „Lekcja” Ionesco.

    Staram się zbudować kryteria do oceny internetowych gazetek szkolnych oraz znaleźć takie narzędzia internetowe, które sprawią, że po zakończeniu finansowania z UE przetrwają, nie tylko ze względów na aspekt finansowy (domeny), ale też motywacyjny. One nagminnie umierają, jak w projekcie Interkl@sy. Wychodzi mi, że zrobienie gazetki w bloggerze to jest to, wydaje mi się, że daje więcej możliwości niż Google Sites. Może coś wiesz E-rudyto, gdzie znaleźć kryteria do oceny róznych aspektów gazetek szkolnych wykreowanych w Internecie.
    Proszę całkiem poważnie.

    Tworzę program i materiały szkoleniowe do projektu „Czwarta władza z klasą”, czytam opracowania mądrych profesorów (Goban-Klas)i praktyków (Bortnowski), ale nikt nie zastanawia sie nad takimi aspektami, jak wyzwalanie emocji, motywacja, współtworzenie tradycji, uczenie odwagi i odpowiedzialność. Interesuja ich formy dziennikarskiej wypowiedzi i aspekty technologiczne, takie jak leyout czy układ kolumn.

    Pozdrawiam

    Marek

  • 6 stycznia, 2009 o 3:33 pm
    Permalink

    Nie wiem czy czuć się jak ten chromy pod górkę czy zaczepiany przez licznych Sokratesów uczeń, marne są także moje kompetencje w dziedzinie egzegezy, komperatystyki i analizy literackiej. Wiem jedno: dyskusja zeszła na manowce. Skoro cytaty z Tacyta są w modzie ad rem mam nadzieję: „Reviews of the use of virtual learning environments consistently find that they promote design approaches that are either based on the content of materials or on non-pedagogical aspects of course administration” – Helen Beetham w jej zbiorze „Rethinking Pedagogy for Digital Age”. Pozdrawiam! I niezmiennie zapraszam do dalszych dyskusji, prawda, że są wciągające?

  • 6 stycznia, 2009 o 7:08 pm
    Permalink

    @Marek: A_a ma chyba rację. Wątek oderwał się od ziemi.Już grzecznie zbieramy gazetki (szkolne) i idziemy do domu.
    BTW, @A_a: może by jakieś fora.cel.agh.edu.pl? Albo i agora.cel.agh.edu.pl? (nie, to ostatnie jednak lepiej nie, spółka Agora ma zwalniać pracowników, a my przecież nie lubimy cykuty).
    A swoją drogą przytoczona Helen Beetham nieco mnie uspokaja: skoro Anglosasi mają (mieli?) takie problemy z e-kursami, to i my możemy spokojnie dorabiać się własnych (problemów).
    EOT.

  • 6 stycznia, 2009 o 7:50 pm
    Permalink

    Świeta racja, juz też to miałem zaproponować z propozycją przeniesienia nasze z erudyta dyskusji dyskusji na jakieś prywatne forum (np, romanum).

    Natomiast – gwoli usprawiedliwienia – zawsze starałem sie wplatać jakies wątki ważne dla e-kursów. Sprawa "braku komentarzy" nie była zlośliwością, mam swoje głębokie porażki projektowe w animowaniu forów dyskusyjnych w szkoleniach e–learningowych. Albo prowokowałem dyskusję jak tu, albo ją wymuszałem, bo instytucja kontrolująca jeden z moich projektów na zlecenie Komisji Europejskiej liczyła liczbę postów i maili. Nie obchodziła ich treść i jakość merytoryczna, tylko to, ile ich napisano. Więc ucinam swoje wypowiedzi, ale pozostaje tu jak czytelnik, obserwator, bo dawno nie gosciłem w tak ciekawym gronie osób.

    Dzieki dla A_a za cierpliwośc i wyrozumiałość.

    Pozdrawiam

    Marek

  • 8 stycznia, 2009 o 11:36 am
    Permalink

    Dyskusja ciekawa i z głębokimi przemyśleniami religijnymi więc od tego zacznę. Przykładem kształcenia na odległość są kamienne tablice z X przykazaniami. Na nich opierają się cywilizacja, kultura, … .Przekazane przez Boga Mojżeszowi uczą cały świat i do dziś wciąż są aktualne. Ich zaleta to prostota, zwięzłość, uniwersalizm.

    Wydaje mi się, że twierdzenie o nadużywaniu pewnych zasobów na moodle nie jest poparte gruntownymi badaniami. Od kilku miesięcy (a więc krótko) próbuję tworzyć dla swoich uczniów szkolenia e-learningowe i jeszcze nie pokusiłem się o wprowadzenie warsztatu czy lekcji.
    Za podstawowe składowe kursu uważam udostępniane uczniom różne zasoby (ankieta, strona tekstowa, strony www, własne materiały w formie PDF lub prezentacje multimedialne, i cała reszta)oraz quizy, które pozwalają sprawdzić stopień opanowania wiedzy ale przede wszystkim (najważniejsze) to składowe, które budują społeczność(fora i czaty). Dzięki tym ostatnim szkolenie żyje a uczniowie uczą się również od siebie nawzajem a nauczyciel ma możliwość korygowania tego czego zapomniał umieścić w szkoleniu autor (gdy jest to inna osoba).

  • 8 stycznia, 2009 o 1:55 pm
    Permalink

    Masz rację, nie robiliśmy żadnych badań. Ale co tu badać jak czarno na białym (akurat na naszym Moodlu zielonym) widać, co kogo najbardziej interesuje! My w naszych kursach też nie korzystamy z lekcji bo trudno nam znaleźć dydaktyczną konieczność użycia tego narzędzia. Szkoły jednak najwyraźniej taką konieczność widzą, tak? A jeśli nie widzą a korzystają? Cel, o którym pisze SF gdzieś wtedy zanika.
    Wymieniłeś te składowe Moodla, które są właśnie elastyczne, wspierają budowanie społeczności i poczucie przynależności itp itd, sęk w tym, że ich relatywna prostota „techniczna” pociąga za sobą spore skomplikowanie dydaktyczne, wymaga od autora/ prowadzącego inwencji, umiejętności moderowania dyskusji, zadawania pytań, edycji dokumentów itp itd – tych kompetencji dodatkowych mogłabym tutaj wypisać wiele. Janusz napisał dokładnie to, o co mi chodziło w moim poście, dzięki!
    @e-rudyta i Marek: będzie mi niewymownie przykro jeśli opuścicie tego bloga i przeniesiecie swoją dyskusję gdzieś indziej! Nie idźcie tą drogą!
    @Marek: blog to nie forum, trudno go moderować, a nasz blog jest realizacją specyficznego projektu pt „uczymy się przez całe życie” 😉

  • 12 stycznia, 2009 o 8:59 pm
    Permalink

    A jednak wracam, bo moje ostatnie lektury pokazuja na znaczenie logosfery w świecie obrazkowego Internetu.

    Najważniejsze tezy i wnioski (referuję)

    Logosfera (gr. Logos – słowo) domaga się dzisiaj obrony i szczególnej troski, nawet jeżeli kultura audiowizualna wytworzyła również mechanizmy integrujące sferę werbalną i ikoniczną.

    Pomimo wzrostu liczby dostępnych w Internecie komunikatorów, tworzonych portali społecznościowych oraz stałej komunikacji osób w sieci, słowo ulega deprecjacji.

    Logosfera (środowisko słowa – jak nazwał ją bp Adam Lepa, polski pedagog mass mediów) jest zatem koniecznością i antidotum na świat agresywnych ikon.
    To wychowanie do ciszy!!!

    Czytanie w samotności literatury, kontakt ze sferą audialną, to najlepsze antidotum na zdziczenie i agresję obrazów.

    Pisze i mówi sie o pośmiertnej zemście Gutenberga w świecie multimediów. To hipeteksty.

    Istnieje jednak parę ale,jakich – spróbujcie je zdefiniować:

    Ja zacznę od dewaluacji słowa, form jego nadużycia, medialnego wrzasku i słowoku ciągłego.

    Za dowód posłuży mi wypowiedź biskupa Adama Lepy:

    „Życie niejednego człowieka, właśnie w następstwie odbioru mediów podobne jest do hałaśliwego jarmarku. Sytuacja taka nie sprzyja nie tylko medytacji, ale nawet utrudnia refleksję nad tekstami o treści poważnej. W związku z tym należy w mass mediach zrehabilitować ciszę, podkreślając jej wysokie walory w życiu duchowym i w rozwoju osobowości”

    Jak ma się to do e-learningu.

    I tu paradaks: szkolenia nie powinne byc przegadane. A gdzie miejsce na ciszę.

    Ano w refleksji i namyśle.

    Co daje myslenia – ano symbol.

    Czy jest miejsce dla symboli i metafor w szkoleniach e-learnigowych? Pytam Was?
    I czekam na odpowiedzi.

  • Pingback: Centrum e-Learningu AGH | Cztery pożytki z Moodle’a

Dodaj komentarz