Co robimy

Śmierć książki

Śmierć książki

Cóż ja z tą śmiercią ostatnio? Święta przecież idą, Nowy Rok, nowy początek. Ale tak mi jakoś tematy nadciągają.

Wczoraj trafiłem i przeczytałem esej Roberta Darntona w obronie książki. Przypomina on, ile razy wieszczono jej śmierć i jak, mimo tego ciągle trwa. Pokazuje jej zalety. Powołuje się nawet na Billa Gatesa (którego on nazywa „Williamem”), który stwierdza, że wszystko co dłuższe niż 4-5 stron woli wydrukować i przeczytać „metodą tradycyjną”. Zastanawia się też nad tym, jaką alternatywą wobec papieru są i będą e-booki.

Zacząłem się zastanawiać, czy mnie w ogóle los książki obchodzi? Los czytania? To na pewno, ale książki? Też wolę dłuższe teksty mieć w druku, ale czy nadal tak będzie, jeśli polepszy się jakość pracy z komputerem? Czy nośnik jest ważny?

Nie ukrywam, że pierwsza odpowiedzią było „Mało mnie to obchodzi”. Lubię papierowe książki, ale nie przeraża mnie myśl, że miałyby mi zniknąć. Później sobie jednak uświadomiłem, że medium jest przekazem. Sam przecież nieraz mówiłem, a i tutaj pisałem, że w Internecie czyta się inaczej. (Nie będę już powtarzał wiadomych opowieści o skanowaniu czy hiperłączach). Oznacza to, że upadek książki oznaczałby też upadek, albo przynajmniej ograniczenie jednego ze sposobów postrzegania świata. gdyby to miało zależeć ode mnie, nie wyraziłbym na to zgody.

Nieraz stawałem w obronie Internetu jako źródła informacji, sprzeciwiałem się uznawaniu sposobu poznawczego funkcjonowania dzisiejszej młodzieży za gorszy. On jest po prostu inny, a różnorodność jest potęgą. W imię tej racji bronię dziś papierowych książek.

Proszę nie być jak jeden mój znajomy dr inż. – nie z AGH 🙂 – który chlubił sie tym, że od czasu studiów żadnej książki nie przeczytał, bo to strata czasu. Ignorancja to nie powód do dumy.

W imieniu wszystkich „celowników” życzę wielu inspirujących lektur, a na najbliższą przyszłość wesołych, spokojnych i przyjaznych świąt.

2 thoughts on “Śmierć książki

  • 14 stycznia, 2009 o 1:07 pm
    Permalink

    Świat się kończy. Doktor nauk przyrodniczych John Whitfield będzie czytał klasykę wszechczasów „O pochodzeniu gatunków” rozdział po rozdziale i komentował na specjalnie do tego celu stworzonym blogu http://scienceblogs.com/bloggingtheorigin/. Książka będzie papierowa, blog będzie hmm, no cyfrowy. A tu się jeszcze dowiaduję, że nie on pierwszy bo powstał już blog o Biblii (http://www.slate.com/id/2150150/) – co tam blog (vide Turnau) ale i podkast stosowny! Była kiedyś taka seria „Analizy Literackie”, która pozwoliła mi w liceum znieść udręki Nad Niemnem i na dodatek mądrze wypaść oraz przyczyniła się do napisania kilku wypracowań z uwagi na arcyciekawe interpretacje oklepanych wątków. Czytanie z komentarzem (który ktoś jeszcze czyta na dodatek) – fajny pomysł na projekt edukacyjny.

Dodaj komentarz