Co robimy

Uczenie na pamięć

Uczenie na pamięć

Byłem w trakcie pisania tego tekstu, kiedy A_a opublikowała notkę „Urzędnicy o uczniach”. Poruszyła temat podobny do tego, którym ja się zajmuje. Stąd ten początkowy dopisek, bo oba teksty można potraktować jako uzupełniające się.

Kilka dni temu wróciłem do pracy po urlopie spędzonym w podróży po Chinach. Oczywiście, przywiozłem masę wrażeń (i zdjęć), ale tu chciałbym się skupić na moich obserwacjach dotyczących pewnych aspektów funkcjonowania chińskiego społeczeństwa i ich związkach z edukacją. Tu od razu muszę poczynić jedno zastrzeżenie: nie jestem sinologiem. Nie zamierzam też nawet udawać, że w 21 dni „zrozumiałem chińską naturę”. Wydaje mi się jednak, że z pewnych prawidłowości można już wyciągać wnioski.

1. Pojechałem do Chin wspólnie z kolegą. Po drodze spotkaliśmy wielu podobnych nam backpackerów z Zachodu i oni tez zawyczaj ruszyli w trasę dwójkami, czasem pojedynczo bądź w kilkuosobowych grupach. Czegoś takiego nie ma w przypadku tubylców. Jedyny poznany przez nas samotnie podróżujący Chińczyk okazał się Tajwańczykiem (to samo pochodzenie etniczne, ale jednak inna kultura). Miejscowi zawsze jeżdżą w licznych grupach, na czele których idzie przewodnik z chorągiewką i zestawem nagłaśniającym. Same wycieczki często mają identyfikatory, w postaci identycznych plakietek, koszulek czy czapeczek. Przewodnik organizuje i mówi, co się dzieje.

Przykład: Wschód słońca w górach Huang Shan. My znajdujemy wyludniony szczyt z widokiem na wschód, Chińczycy setkami udają się na rekomendowane tarasy widokowe. Gdy wschodzi Słońce przez 10 minut cykają fotki, po czym wracają do hoteli.

2. A propos mówienia, co się dzieje. Chińskie opisy zabytków potrafią być, z naszej perspektywy, bardzo specyficzne. Oprócz informacji, co widzimy, pojawiają się nieraz wyraźne sugestie, co mamy czuć.

Przykład: Świątynia Niebios w Pekinie. Podano dane, co to jest, kiedy ją zbudowano, itp., ale pada też zdanie (cytuję z pamięci): „Jest to niewątpliwie jeden z najwybitniejszych zabytków kultury chińskiej. Każdy zwiedzający wychodzi stąd zachwycony.”

3. Ciekawy jest, znów, z perspektywy Europejczyka, stosunek Chińczyków do reguł. Jedne łamią bez opamiętania (np. w ruchu drogowym), inne wydają się święte. Jeśli jednak ktoś już je naruszy, prawie na pewno znajdzie naśladowców.

Przykład: dziób statku, którym spływaliśmy Yangze, odgrodzony był barierką. Przeskoczyliśmy przez nią, żeby zrobić lepsze zdjęcia. Chińczycy patrzyli z wyraźnym zaskoczeniem, ale następnego dnia to samo, co my, zrobiło ich kilkunastu.

Wspólny mianownik z powyższych historii? Powiedziałbym, że to kolektywizm. Po pierwsze, Chińczycy robią znacznie więcej rzeczy niż my w grupach. Po drugie, indywidualizm, w szczególności indywidualizm w myśleniu, jest tam mniej powszechny niż u nas. Oczywiście, idiotyzmem byłoby twierdzić, że oni się z tym rodzą. To nie natura, to wychowanie. Jednym z jego elementów jest szkoła.

Chiński model edukacji opiera się w dużym stopniu na zapamiętywaniu. Od uczniów nie wymaga się zrozumienia. Zilustrowali nam dwaj pochodzący z Niemiec studenci języka chińskiego przebywający w Pekinie na wymianie. Jeden z nich poprosił wykładowcę o wyjaśnienie jakiejś reguły gramatycznej. Dlaczego mówi się tak, a nie inaczej? Odpowiedź: Nieważne. Zapamiętaj to zdanie jako przykład, będziesz mógł układać podobne przez analogię.

Czy coś w tym złego, jeśli jest skuteczne? No cóż, problem w tym, że w pewnych obszarach skuteczne nie jest. Ambicją Chin jest stanie się światowym mocarstwem, chcą rzucić wyzwanie USA. Eksperci różnią się w opiniach, czy i w jakim stopniu im się to uda. Ci, którzy są w tym względzie sceptykami, twierdzą (niestety, nie pamiętam, u kogo to przeczytałem), że jedną z podstawowych przyczyn, dla których Chiny nie dogonią Stanów Zjednoczonych, jest to, że są mało innowacyjni. Kopiują, czasem bardzo udanie, wzorce z Zachodu, ale kopiując kogoś nie przegonisz go.

Znów muszę podkreślić, to nie brak inteligencji czy pracowitości Chińczyków jest tu przeszkodą. To system, który nie nagradza kreatywności. Wedle mojej wiedzy 7 przedstawicieli tej nacji zdobyło Nagrody Nobla w dziedzinach naukowych. Wszyscy jednak pracowali na amerykańskich uniwersytetach.

Nie jestem z urzędu przeciwny uczeniu się na pamięć. Pewne rzeczy, nie ma przebacz, po prostu trzeba wkuć. Nawet najwybitniejsza kreacja aktorska zaczyna się od zapamiętania tekstu, który ma wypowiadać bohater. Uczenie na pamięć pomaga zresztą tę funkcję poznawczą rozwijać, choćby przez testowanie mnemotechnik. Problem pojawia się, kiedy staje się to początkiem i końcem procesu edukacyjnego. Znać fakty jest rzeczą ważną, ale umieć je przetwarzać znacznie ważniejszą.

Niestety o stymulowaniu twórczości, umiejętności krytycznego myślenia czy syntezy faktów z różnych dziedzin dużo się mówi, ale słabo ich uczy. I choć zapewne jest lepiej niż w Chinach, to, jak ilustrują to przykłady podane przez A_a, wciąż daleko od doskonałości.

Dodaj komentarz