Co robimy

Po co nam microblogging

Po co nam microblogging

Wiedząc co nieco o microblogach, po przeczytaniu świeżego posta na blogu MediaShift o Twitterze, sprawdzeniu, jak się sprawy mają w praktyce (w efekcie konto na Blipie i Twitterze; z Jaiku dałam spokój), mogę napisać, że prawie przekonałam się do zalet microblogowania. A „prawie” robi wielką różnicę. Tu może nie aż taką, jak w reklamie, ale zawsze. Wykorzystywanie mini blogów do informowania znajomych, przyjaciół, rodziny co u nas słychać i czym się w danej chwili zajmujemy, nie różni się dla mnie prawie wcale od ustawiania opisów w komunikatorach (Skype, gadu-gadu, MSN, etc.). Znajomi to znajomi. Po co mam informować masę? O tym, jak ktoś się czuje czy jest już po kawie, mogę dowiedzieć się ze statusu na gg. Wysyłanie opisów z telefonu komórkowego czy przez kokpit, dodawanie filmików lub zdjęć za pomocą MMSów to tylko dodatkowa funkcja. Fakt – większa mobilność, ale czy aż na tyle konieczna? Jennifer Woodard Maderazo w poście Microblogo Mania pisze, że microblog jest bezużyteczny jeśli w serwisie nie ma się znajomych. Jasna sprawa. Do dzieła zatem. Blip współgra z gadu-gadu więc przy zakładaniu konta wrzucam na serwer listę kontaktów. Twitter pozwala na zaproszenie do kontaktów wszystkich osób, z którymi korespondujemy np. via Gmail, Hotmail, MSN, Yahoo, AOL. No dobrze, zrobiłam tak, jak mnie instrukcja poprowdziła i dodałam kontakty. I co? W Blipie zero osób, w Twitterze jedna. Tłok i niemoc. I Blip i Twitter oferuje szanse wyszukania znajomych. Ale szansa, że znajdziemy kogoś w gąszczu blipologów i twitterowców jest mała. A jak nie znamy nicka, to bardzo mała. Maderazo przekonuje, że Twitter to świetne narzędzie do budowania zawodowych sieci społecznych i wyławiania najgorętszych newsów. Ale śledzenie opisów (których w dodatku z każdą sekundą przybywa) w celu znalezienia osób potencjalnie zainteresowanych tym, co ja, graniczy z cudem. Nie ma żadnych grup, ani tagów wg których można wyszukać takie osoby. Pomysłem na wykorzystanie microbloga, który może mieć sens, to praca grupy ludzi nad projektem międzynarodowym (przy założeniu, że tylko nieliczni korzystają ze Skype’a). Twitter może być w takim przypadku wspólną platformą bardzo szybkiej komunikacji (krótkie opisy pokazują postęp pracy, problemy lub sukcesy współpracowników). Zaleta: oszczędność czasu. A w środowisku akademickim? Microblogowanie może pomóc w zwiększeniu interakcji studentów i natężenia dyskusji nad tematem. Nie da się ukryć, także monitorowania postępu pracy projektowej. Plusem jest to, że microblogowanie wymusza krótkie wypowiedzi, przez co ćwiczy zwięzłość i celowość wypowiedzi. Podsumowując. Póki co, z odpowiedzią na końcowe pytanie autora Manii Microblogowania, się wstrzymam. Konto na Twitterze i Blipie jest, kilku znajomych też jest. Może wdrożenie w jakimś projecie, może w kursie? Zobaczymy.

5 thoughts on “Po co nam microblogging

  • 13 maja, 2008 o 9:52 am
    Permalink

    Faktycznie, wyszukiwanie nie jest najmocniejszą stroną Blipa, postaramy się to poprawić w najbliższej przyszłości. Tagi, owszem, są, ale nie do końca służa do wyszukiwania znajomych. Powstał też projekt grupowania blipowiczów http://blipspinki.pl/ (niezależny od Blipa).

    Blip jest jeszcze dość mały, jeśli nie ma w nim Twoich znajomych, to najlepiej ich zaprosić. Jeśli dodatkowo znają się ze sobą, dobra zabawa gwarantowana

  • 3 czerwca, 2008 o 12:35 pm
    Permalink

    Siedzę sobie na konferencji EduMedia i, pomimo kiepskiej sieci, tweeter/twemes fajnie dziala. Zwłaszcza na sesji Grahama „Self-organised learning on-line”, jednocześnie z podcastem. POdobnie bylo w Rzeszowie, kiedy blip towarzyszyl prelegentor (rety, co za stres, kiedy stoisz bokiem i nie widzisz, czy ktos nie napisal „uu jakie nudy”). W edukacji – fajne nowe do przemyślenia – jak i po co?
    Pozdrawiam

  • 6 sierpnia, 2008 o 10:40 am
    Permalink

    Zgoda co do przydatnosci w zespolach miedzynarodowych – ale raczej nie do pracy, tylko pozostania w kontakcie. Ludzi, ktorzy tworza na swiecie Creative Commons widuje raz do roku – jest szansa, ze dzieki mikroblogowaniu mozna pozostac w kontakcie nie tylko na poziomie zawodowym, ale duzo wazniejszym, personalnym. Drugi moment, w ktorym mikroblogging chyba sie przydaje, to duze konferencje – przy wystarczajacej liczbie osob blogujacych powstaje „back channel”, w ktorym mozna na zywo dyskutowac.

  • 6 sierpnia, 2008 o 10:57 am
    Permalink

    Jasne – zgadzam się. Pisząc o współpracy, miałam raczej na myśli monitorowanie postępów, wyrażanie emocji towarzyszących przy pracy nad określonym zadaniem w projekcie, frustracji, zadowolenia, że się udało zakończyć jakiś etap, etc. Dzięki temu ma się większy ogląd tego, co dzieje się w kilkunastoosobowej grupie ludzi rozproszonej po całym globie. A dodatkowy, duży plus – jak piszesz – pozwla to pozostać w kontakcie i poznać bliżej ludzi, z którymi się pracuje – to jak reagują na problemy, z czym mają trudność, w czym się świetnie sprawdzają, co lubią, czego nie.

Dodaj komentarz